„W roku 1937, referując w komisji budżetowej Sejmu stan polskich placówek zagranicznych, minister Beck mógł już powiedzieć o 22 posiadanych za granicą nieruchomościach. Również i on podkreślił, że „nabywanie domów na potrzeby urzędów zagranicznych jest dla skarbu państwa korzystne". Amortyzacja następuje w ciągu stosunkowo krótkiego czasu.
Dlatego nadal inwestowano, kupując bądź budując nowe budynki poselstw i konsulatów. Jednocześnie wzbogacano wnętrza placówek przez nowe zakupy. Niekiedy wiązały się z tym dość pokaźne wydatki. Przekonuje nas o tym informacja z jednego tylko miesiąca, z września 1938 r., która mówiła o zakupie dywanu perskiego dla konsulatu w Jerozolimie (koszt 40 ft. szterlingów), o założeniu nowych portier w salonie i sali balowej ambasady w Waszyngtonie (wydatek 500 dolarów) bądź zakupie kotary dla konsulatu w Tuluzie (cena 1100 fr. fr.).
9. Klub i Samopomoc
Dość istotną rolę w życiu pracowników Ministerstwa odegrał Klub Urzędników Polskiej Służby Zagranicznej. We wspomnieniach maluje się bardzo pozytywny obraz Klubu. Na przykład wypowiadając się w ankiecie prof. Piotra Wandycza Wacław Jędrzejewicz wspomina „Za moich czasów w MSZ stworzyliśmy Klub Urzędników Służby Zagranicznej z własnym lokalem i restauracją, gdzie urzędnicy Centrali wszystkich departamentów mogli się spotkać i bliżej kontaktować między sobą oraz z kolegami, przyjeżdżającymi z placówek".“(5)