„Ale 6 kwietnia nie mogło już być mowy o pomyłce. Było to o godzinie ósmej rano. Dick Sand wspiął się na maszt. W tej samej chwili na horyzoncie zabłysły pierwsze promienie słońca, mgła opadła i spojrzenie chłopca bez przeszkód pobiegło w dal.
Raptem z ust Dicka wyrwał się od dawna oczekiwany okrzyk
Ziemia! Ziemia przed nami!
Na dźwięk jego głosu wszyscy wbiegli na pokład. Mały, ciekawski Jack, pani Weldon myśląca ze wzruszeniem o zakończeniu ciężkiego okresu próby. Tom i jego towarzysze, którzy wreszcie mieli stanąć na amerykańskiej ziemi, i nawet kuzyn Benedykt, ożywiony nadzieją wzbogacenia swojej kolekcji owadów o nowe okazy.
Z całej załogi nie zjawił się tylko Negoro.
Wszyscy spoglądali z natężeniem przed siebie i jedni rzeczywiście dostrzegli ów odległy ląd, innym natomiast tylko się zdawało, że go widzą. Jednakże chłopiec od lat oswojony z morzem nie mógł się omylić i istotnie najbliższa godzina rozwiała ostatnie wątpliwości.
Na wschodzie, w odległości około czterech mil, rysował się dosyć niski brzeg. W głębi powinien się był wznosić wysoki łańcuch Andów, lecz widocznie nisko płynące obłoki zasłaniały ich szczyty.
„Wędrowiec" posuwał się z dużą szybkością naprzód, kierując się wprost na rosnący w oczach ląd.“(14)
<<<< Spośród potęg winiarskich
| Osobowość pełna zamętu >>>>